Włochy płaczą nad Juventusem

0

Juventus odpadł z Ligi Mistrzów, z pięciu ostatnich spotkań przegrał cztery, w niedzielę na własnym boisku pośród wyzwisk rozgoryczonych fanów z ostatnią w tabeli Catanią. Naród przeżywa traumę, której rozmiary zaskakują nawet w futbolocentrycznych Włoszech – czytamy w artykule Piotra Kowalczuka na łamach „Rzeczpospolitej”.
Socjologowie tłumaczą, że Juventus to w świadomości Włocha od pokoleń symbol sukcesu i obiekt narodowej dumy jak Ferrari, wina Barolo czy Michał Anioł.
Co więcej, Juventus łączy w sobie legendę Fiata i Agnellich, pierwszego rodu Italii. Dlatego we Włoszech może liczyć na 20 milionów fanów i drugie tyle za granicą. Stąd też krytyka piłkarzy, trenera, a przede wszystkim kierownictwa klubu jest druzgocąca. Jak domyśla się komentator „Corriere della Sera” Mario Sconcerti, mamy do czynienia ze zbiorowym syndromem zdradzonej miłości.
Do poniedziałku jedynym pocieszeniem dla fanów Juve była magiczna wiara w gwiazdę Marcello Lippiego. Wszyscy byli przekonani, że po mundialu w RPA trener reprezentacji Włoch wróci do Juve i weźmie sprawy w swoje ręce. Tymczasem Lippi kategorycznie zaprzeczył i światełko w tunelu zgasło.
Co się stało z Juventusem? Bezpardonowo zwolniony na dwie kolejki przed zakończeniem ubiegłego sezonu Claudio Ranieri, który błyskawicznie odbudował będącą w równie głębokim kryzysie AS Romę, wskazuje na jeden podstawowy błąd: zakończył karierę Pavel Nedved i nie poszukano jego następcy.
Twórca potęgi AC Milan lat 90. Arrigo Sacchi powiedział: „Juventus potrzebował skrzypiec, a kupili perkusję”. Chodzi o Felipe Melo i Diego.
Na Brazylijczyków klub wydał 50 mln euro, a kiedy decydowały się losy meczu o wszystko z Bayernem (1:4) w Lidze Mistrzów, obaj siedzieli na ławce rezerwowych.
Natomiast powrót leciwego Fabia Cannavaro i sprowadzenie Fabia Grosso skończyło się tak, że w porównaniu z ubiegłym sezonem Juventus stracił do tej pory o osiem bramek więcej, a licząc inaczej, aż o 40 procent więcej. Jeszcze mniej zrozumiałe było powierzenie misji stworzenia z tych ludzi nowej drużyny Ciro Ferrarze, którego trenerskie doświadczenie polegało wyłącznie na asystowaniu Lippiemu w reprezentacji. Na domiar złego jedynym człowiekiem rozumiejącym się na piłce w obecnym kierownictwie Juve jest właśnie Ferrara.
I tak zbiorowym wysiłkiem niekompetentnych ludzi zrujnowano pracę Ranieriego, który obiecywał sukcesy, ale za dwa lata.
Jednak we włoskim futbolu nikt nie ma tyle czasu. W tym sezonie dziesięciu z 20 trenerów serie A już straciło pracę.

(Rzeczpospolita)

Może ci się spodobać również Więcej od autora

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.