Cała prawda o „pewniakach”

0

Nie ma nic gorszego niż przegranie dobrego kuponu przez jeden zakład, wydawałoby się najpewniejszy, bo o niskim kursie. Zapewne każdy przeżył kiedyś rozczarowanie związane z tzw. „pewniakami”. Bardziej doświadczeni gracze takie mecze zazwyczaj omijają szerokim łukiem. Czy w ogóle opłaca się obstawiać zakłady o niskich kursach? Analiza BetGol.pl pokazuje, że lepiej dać sobie z nimi spokój.
Większość graczy przy wyborze swoich typów skupia się głównie na faworytach. W ich przekonaniu obstawianie zwycięstw drużyn, na które bukmacherzy wystawili niskie kursy, jest gwarancją sukcesu. Prawda okazuje się jednak brutalna, bo faworyci często zawodzą. Nie od dziś wiadomo, że nawet najsłabszy zespół może pokonać najlepszy. W ostatnim czasie mamy prawdziwy wysyp niespodziewanych rozstrzygnięć, które stają się już powoli standardem. Trzeba wykazać się naprawdę niezwykłym wyczuciem, żeby wyjść zwycięsko w starciu z bukmacherem.

1/3 „pewniaków” to niespodzianki
Postanowiliśmy przeprowadzić analizę na przykładzie pięćdziesięciu losowo wybranych spotkań z ostatniego tygodnia. Wybraliśmy mecze ze zdecydowanymi faworytami o kursach w granicach 1.20 ? 1.50. Wyniki procentowej skuteczności „pewniaków” potwierdziły nasze przypuszczenia. Zaledwie 69% spotkań zakończyło się po myśli typujących, czyli zwycięstwami faworytów. Natomiast niemal 1/3 meczów to niespodziewane rozstrzygnięcia, czyli remisy lub porażki wyżej notowanych zespołów. Czy zatem warto zawracać sobie głowę spotkaniami o tak żenująco niskich kursach, często nieadekwatnych do ryzyka? Według nas jeden dobry mecz z wysokim kursem jest znacznie lepszym pomysłem na ogranie bukmachera niż kilka „pseudo-pewniaków”. Wysoki kurs wcale nie musi oznaczać, że nasze szanse na zwycięstwo są mniejsze. Kluczem do sukcesu jest dokładna analiza spotkania. Wybór należy już do Was, ale niech każdy ma świadomość, że statystycznie blisko co trzeci mecz kończy się niespodzianką.

Dlaczego faworyci zawodzą?
Powody niespodziewanych wyników są różne. Bardzo często bywa, że słabszy zespół szczególnie motywuje się na mecz ze słynnym rywalem i robi wszystko, żeby zaprezentować się z jak najlepszej strony. W takich spotkaniach nie trudno o niespodziankę. Ryzyko wzrasta jeszcze bardziej, gdy faworyt lekceważy teoretycznie słabszą drużynę, która jest skazywana na porażkę. Przykładem takiego niedocenienia przeciwnika jest mecz z ostatniej kolejki ligi tureckiej Fenerbahce – Kasimpasa. Drużyna gospodarzy, jako lider tabeli, który w obecnym sezonie zdobył komplet punktów na własnym stadionie, była zdecydowanym faworytem tego spotkania (1.20). Gracze Christopha Dauma zlekceważyli jednak jeden z najsłabszych zespołów ligi i przegrali 1:3.
Duże znaczenia dla losów meczu mogą mieć również sytuacja kadrowa i wewnętrzne problemy zespołu, które przekładają się na słabą grę. Warto zwrócić też uwagę na stosunek wzajemnych spotkań drużyn, które obstawiamy. Czasami bywa tak, że słaby zespół ma patent na dużo silniejszego rywala, któremu regularnie odbiera punkty. Przykładem tu może być 1. FC Köln, które potrafiło zremisować na wyjeździe z Bayernem Monachium (1.25), mimo że broni się przed spadkiem z ligi. Historia pokazuje, że to wcale nie musi być zaskoczeniem, ponieważ Bawarczycy na własnym stadionie nie wygrali z popularnymi „Koziołkami” od 2003 roku!
Czasami powodem niespodzianki może być też terminarz spotkań. Czołowe drużyny z najsilniejszych lig zazwyczaj rywalizują na wielu frontach, dlatego trenerzy starają się oszczędzać swoich kluczowych piłkarzy w starciach z teoretycznie słabszymi rywalami. W obecnym sezonie taką sytuację możemy zaobserwować np. w Bordeaux. Trener „Żyrondystów”, Laurent Blanc bardzo często w spotkaniach ligowych wystawiał rezerwowych, dając odpocząć najlepszym zawodnikom przed meczami Ligi Mistrzów. Zazwyczaj nie wychodził na tym najlepiej i jego drużyna straciła przez to sporo punktów (np. porażki z Auxerre i Valenciennes). Kolejnym przykładem może być też Manchester United (1.36), który z kolei wystawił rezerwowy skład na mecz Champions League z Besiktasem Stambuł i przegrał na Old Trafford 0:1.

„Tasiemce” dla naiwnych
Bardzo popularnym sposobem gry przez niedoświadczonych graczy są kupony z wieloma zdarzeniami, czyli tzw. „tasiemce” lub „pociągi”. Oczywiście w takim przypadku nasza gra przypomina bardziej loterię, a kupony lądują zazwyczaj w koszu. A my przecież nie chcemy liczyć na szczęście, tylko regularnie zarabiać.

Może ci się spodobać również Więcej od autora

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.